Strona główna » Aktualności » Dwie strony medalu: Wszystkie oblicza Bruno
czwartek, 02.02.2012, 14:14; 749 odsłon
©widzewlodz.pl
Rok temu Bruno Pinheiro nie był w Widzewie potrzebny nikomu oprócz działaczy. Teraz na obozie w Tunezji szlifuje formę przed wiosną, która może wreszcie należeć do niego...
Technika to nie wszystko
Portugalczyk do Widzewa przychodził jako utalentowany defensor. O ile trudno kwestionować wyszkolenie techniczne zawodnika wywodzącego się z klubu takiego jak Boavista Porto (abstrahując oczywiście od obecnej sytuacji byłego mistrza Portugalii), o tyle już warunki fizyczne Bruno jako stopera mogły i powinny budzić pewne obawy w kontekście gry w mocno siłowej i fizycznej lidze polskiej. Czy zdawał sobie z tego sprawę Andrzej Kretek? Trenujący drużynę na początku sezonu 2010/2011 szkoleniowiec miał w odwodzie Wojciecha Szymanka, Jarosława Bieniuka i Ugo Ukaha dlatego nie dziwił fakt, że stawiał na zaprawionych w boju siłaczy, zwłaszcza, że Widzew dopiero wrócił do Ekstraklasy po pierwszoligowej banicji. Kretek jednak talent Pinheiro doceniał i od początku sezonu ustawiał go jako defensywnego pomocnika w wyjściowym składzie. Portugalczyk odwdzięczył się jedną bramką w zremisowanym 2:2 meczu z Polonią Bytom.

Miłe złego początki
W listopadzie Andrzejowi Kretkowi za pracę z pierwszą drużyną podziękowano. Jego miejsce zajął Czesław Michniewicz. W swoim debiucie nie dość, że desygnował Bruno do gry w podstawowym składzie, to jeszcze na ulubionej pozycji Portugalczyka - środku obrony! Po porażce 3:1 z Lechią w Gdańsku w kolejnym meczu Pinheiro nie zagrał już ani minuty... Do końca sezonu wystąpił jeszcze w dwóch meczach. Michniewicza do siebie nie przekonał. Ówczesny trener Widzewa wolał stawiać na Polaków. W obronie wyższe notowania miał Szymanek i Sebastian Madera, a w linii pomocy przesunięty z boku defensywy Łukasz Broź i młody Piotr Mroziński. „Polski Mourinho" wynikami i stylem gry bloku obronnego swoją decyzję obronił. Widzew w defensywie Bruno nie potrzebował. Jeśli dopytywali o niego kibice czy dziennikarze to chyba tylko z samej przekory, bo wyniki potwierdzały słuszność wyborów szkoleniowca, który publicznie mówił, że miejsca dla Portugalczyka w pierwszej drużynie nie ma. Obrona Widzewa należała do najlepszych w lidze, a Pinheiro cierpliwie trenował i czekał na kolejne szanse. I gdyby nie zaskakujące wydarzenia z czerwca 2011 roku czekałby pewnie jeszcze długo...

Od zera do bohatera
Po sezonie włodarze Widzewa zrezygnowali z usług Czesława Michniewicza. Powodem były między innymi spory trenera z dyrektorem sportowym co do składu personalnego pierwszej drużyny (również w kontekście roli Bruno w Widzewie). Nowy trener Radosław Mroczkowski znał Pinheiro między innymi z powodu zesłania go przez poprzednika do drużyny Młodej Ekstraklasy, którą wcześniej prowadził. Sezon Portugalczyk rozpoczął w wyjściowym składzie. Jednak już w pierwszym meczu z Wisłą według wielu obserwatorów wspólnie z Jarosławem Bieniukiem odpowiadał za straconą w ostatniej minucie spotkania bramkę (która kosztowała Widzew utratę dwóch już niemal pewnych punktów). U trenera Mroczkowskiego zagrał w każdym meczu, w którym mógł wystąpić (z trzech wyeliminowała go dyskwalifikacja za czerwoną kartkę). Na środku obrony pojawiał się jednak sporadycznie. Na stałe zagościł za to w środku pola. Swoją grą jednak raczej nie zachwycał. Zdarzały się mecze takie jak z Koroną Kielce kiedy praktycznie każdą piłkę posyłał w bok wzdłuż linii środkowej lub do tyłu. Tak zachowawcza gra w meczu przed własną publicznością na kolana nie powala. Z drugiej jednak strony Bruno nie raz był w stanie wykorzystać w środku pola swoje defensywne umiejętności w korzystny sposób. Często umiejętnie przerywał akcje rywali czyniąc to a ogół zgodnie z przepisami. Serie czystych i celnych wślizgów powstrzymały nie jeden atak przeciwników. Póki co w sezonie 2011/2012 zapisał się w statystykach dwiema asystami i bramką. Kluczowym ostatnim podaniem błysnął między innymi w meczu ze Śląskiem Wrocław kiedy w błyskawicznej kontrze ładnie obsłużył Nikę Dzalamidze. Bohaterem Widzewa został pod koniec listopada, kiedy to jego strzał z dystansu dał łodzianom wyjazdowe zwycięstwo z Lechem Poznań.

Charakterny zawodnik
Wydawać by się mogło, że rok temu notorycznie pomijany przez Michniewicza zawodnik w końcu nie wytrzyma i pomyśli o zmianie otoczenia. Ten jednak wykazał się sporą cierpliwością i potrafił trzymać nerwy na wodzy. Unikał publicznego krytykowania ówczesnego szkoleniowca. Nie domagał się również transferu. Trenował i robił swoje. Świadczy to na pewno o sile charakteru. Czy o przywiązaniu do klubu w którym aktualnie występuje również? To już kwestia dyskusyjna, na którą jednak światło rzuca jego zachowanie podczas ostatnich derbów. O ile zaskoczeniem mógł być fakt, że spokojny dotychczas Bruno faulując bezmyślnie i brutalnie w doliczonym czasie gry Marcina Mięciela nerwowo nie wytrzymał, o tyle cała sytuacja może sugerować, że ciśnienie i atmosfera meczu derbowego udzieliła się również jemu i jako widzewiak za wszelką cenę nie chciał przegrać spotkania z lokalnym rywalem.

Głowa rodziny
Im bliżej końca roku tym lepiej radził sobie portugalski zawodnik. Wywalczył pewne miejsce w pierwszej drużynie i z meczu na mecz oswajał się z grą w środku pola. Co ciekawe kilka meczów zagrał jako ten bardziej ofensywny środkowy pomocnik. Zaczął brać się za rozgrywanie. Skąd taka zmiana? Czy to tylko i wyłącznie wymysł trenera Mroczkowskiego? Rozwiązaniem tej zagadki może być sytuacja rodzinna zawodnika. Otóż koniec minionego już roku to dla Bruno czas oczekiwania na... narodziny potomka! Możliwe więc, że wizja powiększenia rodziny i konieczność zadbania o kolejnego domownika skłoniła Pinheiro do poważnego potraktowania funkcji głowy domu. W jego zachowaniu na murawie widać, że mogło się to również przyczynić do gotowości do wzięcia większej odpowiedzialności za poczynania drużyny. Trener Mroczkowski nie ma chyba nic przeciwko, gdyż coraz częściej ustawia Bruno bliżej bramki rywala. Dowodem na to był chociażby ostatni rozegrany w Polsce sparing przeciwko Chojniczance Chojnice. Większość czasu Portugalczyk spędził ustawiony jako ofensywny pomocnik (choć przez kilka minut pełnił również rolę stopera).

Nowe rozdanie
Obecnie Widzew przebywa na zgrupowaniu w Tunezji. Rozgrywających z prawdziwego zdarzenia w drużynie jak nie było tak nie ma. Bruno ma spory kredyt zaufania u trenera. Na środku boiska czuje się coraz pewniej. Co więcej, jego dobre wyszkolenie techniczne powinno sprzyjać konstruowaniu ataków drużyny. Potrzeba tylko troszkę więcej odwagi i pomysłowości. Oczywiście w przypadku nominalnego stopera musi zmienić się postrzeganie gry, ale nad tym Bruno wydaje się pracować już od jakiegoś czasu. Czy pomoże mu w tym córka? Cóż, ojcami w Widzewie są już Łukasz Broź, Maciej Mielcarz i Jarosław Bieniuk (warto też wspomnieć o Adrianie Budce, który dopiero co odszedł z RTS). Kibice Widzewa doskonale wiedzą, że na nich mogą zawsze liczyć i każdy z nich potrafi w trudnych chwilach być liderem. Pozostaje mieć nadzieję, że z Bruno Pinheiro będzie podobnie, i to już najbliższej wiosny...
